Nowa Nadzieja - by Szymon J.

W aktoRstudio zaczęliśmy kolejny rok. Już czwarty. Nowi ludzie, nowe wyzwania. Przeczytajcie relację z pierwszego weekendu zjazdowego, pióra Szymona J. PS Jesteśmy w trakcie tworzenia nowej strony. Zdajemy sobie sprawę z tego, że staliśmy się ofiarą naszego grafika programisty, wielomiesięczne negocjacje ani gruby finansowy wkład z naszej strony nie spowodowały jednak, że strona jest funkcjonalna... Dzięki za uwagę , bierzemy do siebie. Strona jest w procesie tworzenia.

… dawno temu, w odległej galaktyce…
… TAK, TAK, Tak… wiem… wyświechtany i prymitywny tytuł oraz początek :)… jednak wydał mi się adekwatny w tej sytuacji ;) .

Wszystko zależy od tego, w którym momencie życia się znajdujesz i na co liczysz. Osobie w wieku „nastu” lat ciężko będzie pojąć radość (bo dla tak młodych osób wszystko jest po raz pierwszy…ehh… zazdrość :) ) gdy nagle twoje ciało i umysł zaczynają przypominać sobie i działać jak ładnych 15 lat temu… troszkę tak jak byś przypomniał sobie jak jest kochać po raz pierwszy w życiu… mrowienie w brzuchu… głowa krąży w koło jednej osoby… jedyna/y… najwspanialsza/szy… wydawało by się, że ma się to już za sobą… A TU MASZ CI BABO PLACEK I ZNOWU SIĘ ZACZYNA :)!!!

Hehehe, coś podobnego odczułem właśnie na pierwszym zjeździe w Szkole Romy Gąsiorowskiej aktoRstudio rocznik 2015/2016. Oczywiście nie mówię tu o miłości a o powrocie do marzeń, które gdzieś uciekły z głowy… życie czasami płata figle… inaczej układa drogi niż byś sobie wymarzył… podejmujemy decyzje, które zmieniają bieg rzeki, w której właśnie płyniemy… natrafiasz na krokodyla… czy hipopotama… i starasz się przetrwać nie będąc zeżartym przez te stworzenia, do których z biegiem wody coraz bardziej się sam upodabniasz. W końcu stajesz się jednym z nich i jak masz szczęście to zadasz sobie pytanie… a co się stało z tą małą antylopką, która kiedyś byłem i która wpadła do wody… co z jej marzeniami… czy ja naprawdę dobrze czuję się jako krokodyl… albo hipo… (zależy od tego co jesz i ile :) )?

Tak w woli ścisłości mam 32 lata… więc jakimś tam STRASZNYM PRYKIEM nie jestem… troszkę tylko :) (musiałem to dodać się zrobiło pompatycznie i nostalgicznie)… ale paradoksalnie nie przez wiek a przez umysł. Codzienność zabija fantazję i jak od samego początku nie masz wewnętrznej siły… nurt rzeki życia cię porwie. I nawet jak okażesz się największym KROKODYLEM w rzece (tak…to o mnie:) ) i wydawało by się na zewnątrz, że wszystko układa się znakomicie… to… nie oznacza to, że będziesz szczęśliwy.

Marzenia… jedna wspaniała strona medalu… druga strona (ta pokiereszowana) to ich realizacja. Najgorszy błąd jaki można popełnić w życiu… to zapomnieć, że ta pokiereszowana strona istnieje. Nie wystarczy marzyć… trzeba działać by nasze fantazje się spełniły. Tak… jest to trudne i czasem brzydkie… ale niezbędne. Ja sam mierzyłem się z moimi marzeniami o aktorstwie wiele razy… wiecie jak to jest, rozmyślasz, próbujesz, wyobrażasz sobie… ale jakoś zawsze w fotelu :/. Nie ważne są powody braku realizacji planów… choroba, inne osoby… chcesz zwalić winę na kogoś… ale na sam koniec… to jest tylko i wyłącznie Twoja decyzja… mi zajęło 32 lata by to zrozumieć. Postanowiłem zerwać się z fotela… zdjąć ciepłe kapcioszki i kocyk… troszkę trzeszczało jak wstawałem:)… wiesz… trzeba było wyrwać korzenie:)… i zmierzyć się ze swoimi marzeniami. Podszedłem do rekrutacji i dostałem się do Szkoły Romy Gąsiorowskiej aktoRstudio.

Z wykształcenia jestem ekonomistą (co tylko pokazuje metamorfozę jaką można przejść za życia:) ) i prowadzę swoją własną firmę transportową (z sukcesami…a co:) ). Kiedyś szybko podpalałem się pomysłami i nowinkami i mimo radości z dostania się do Szkoły… z racji wieku, kilku lat doświadczeń i wykształcenia… zacząłem się zastanawiać jak to będzie. Czy przypadkiem się nie zawiodę na samych zajęciach… czy nie będę jakimś dostarczycielem kapitału i anonimową osobą w grupie kilkudziesięciu osób. Naprawdę jechałem na pierwszy zjazd z dużymi obawami.

Ku mojemu zdziwieniu… okazało się, że na całym roku jest 20 osób, które zostały wyselekcjonowane podczas rekrutacji trwającej kilka miesięcy (pomyślałem…”WOW…hihihihi”…dosłownie:) ) i jeszcze ta grupa ludzi ma być podzielona na mniejsze grupy, by łatwiej można było z każdym pracować. Po pierwszym spotkaniu z Romą nie mogłem wyjść ze zdziwienia… na litość Boską (jestem chrześcijaninem ale Ty możesz tam wstawić kogo chcesz) czy to naprawdę… będzie aż tak indywidualnie prowadzone??? ”WOW…hihihihi” po raz drugi :). Każdy, dosłownie każdy musi wziąć udział, zajęcia nie skończą się tak długo jak nie wypowie się każdy z uczestników.

Po Romie przyszedł czas na moja bohaterkę(oczywiście wtedy jeszcze tego nie wiedziałem)… Anię Wieczur-Bluszcz. To jest szok, jak jedna osoba potrafi przedstawić Ci Twoje marzenia, które miałeś przez „naście” lat w sercu w zupełnie innym świetle… i to w dużo lepszym!!! Ania spowodowała, że iskra nadziei w moim sercu zmieniła się w pożar… a zawód aktora stał się dla mnie głęboki jak ocean… nie chce się wdawać w szczegóły, bo wyjdzie moja dotychczasowa ignorancja… ale… ”WOW…hihihihi” po raz trzeci tego dnia.

Po raz pierwszy od wielu lat… poczułem, że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie… poczułem, że jestem… w domu. Tej nocy nie mogłem spać… miałem mętlik w głowie z ogromu radości, gdyż poczułem się jak dziecko odkrywające nowy świat.

Dzień 2… po nieprzespanej nocy i problemie z parkowaniem w Warszawie… MATKO… spotkanie z Romą i pierwsze zajęcia z improwizacji. Tematem był „dialog wewnętrzny bohatera”… zabawne i trafiające w samo sedno zagadnienia zajęcia… i znowu… czas dla każdego, wszyscy przepytani, wyciągnięci do odpowiedzi… zanalizowani.

Następnie Dawid Żakowski. Tu muszę przystanąć na moment. Ja wywodzę się z teatru ruchu (młodzieżowego…raczej jako kontrast do osób fantastycznie się ruszających… ja raczej jestem jak… troszkę bardziej elastyczny Pinokio… tylko jak kłamię to mi nos nie rośnie:) ). Może z tego powodu nie przepadam za tym rodzajem zajęć i sztuki… to nie moja wrażliwość… jednak zajęcia z Dawidem „ciało jako narzędzie w budowaniu roli” odczarowały mi moje poprzednie doświadczenia. Skubany jest dokładny i widzi wszystko a na dodatek konkretnie podpowiada i pokazuje technikę. Świetny Fachowiec(celowo z dużej :) ).

Na sam koniec 2 dnia zajęcia z Laurą Samojłowicz i tu mam ciężki orzech do zgryzienia. Zajęcia intensywne, enigmatyczne, na poziomie emocjonalnym… nie moja wrażliwość… ale jakoś dziwnie czekam na więcej :).

I tak właśnie stary krokodyl z obawami przypomniał sobie o swoich marzeniach… na nowo stał się antylopką, która tym razem zaczyna uzbrajać się w karabin maszynowy dzięki nauce i doświadczeniu ekipy z aktoRstudio i dzielnie wchodzi do wody krzycząc… no dawać mi tu tego zielonego Szpenia z zębiskami :). Nie puszczę już tego marzenia… i mam nadzieję, że NOWA NADZIEJA, która we mnie wstąpiła zostanie podsycona jeszcze bardziej podczas kolejnych zjazdów.

Jedna wada…NA LITOŚĆ BOSKĄ (znowu można dowolnie wstawiać)… mogli by zmienić stronę internetową!!!
Trwa ładowanie komentarzy...