Aktor prawdę Ci powie..?

Wiem, ostatnio rzadziej tu bywam. Premiera w teatrze, serial Krew z krwi Janka Komasy, nowy film a przede wszystkim: moje dwa domy. Ten, w którym czeka na mnie dwoje stęsknionych, cudownych dzieciaków i mąż oraz ten całkiem nowy - Art House na Mińskiej…. Żeby więc zrekompensować nieco swoją nieobecność wracam z ciekawostką - cyklem rozmów ze znanymi, lubianymi cenionymi w świecie filmu i teatru. Te spotkania organizujemy w Art House właśnie. chodzi o to, by przedstawić ludzi z tzw świecznika w całkiem innym świetle - jako postaci z pogranicza dwóch a nawet trzech światów: publicznego, artystycznego i prywatnego.

Odwiedzić może nas każdy. Informacje o kolejnych edycjach znajdziecie
tu
Tydzień temu odwiedził nas Antek Królikowski. Publiczność była zachwycona jego poczuciem humoru, dystansem do siebie i świata show biznesu oraz… upodobaniem do telewizyjnych teleturniejów. Kolejny fan Jednego z Dziesięciu!

Poniżej znajdziecie zapis rozmowy z Antkiem. Jeśli Wam mało - mam kolejną niespodziankę. Od poniedziałku, 16.03, startujemy w Art House z tygodniem otwartym. Każdy z Was będzie mógł się z nami spotkać, pogadać, a przede wszystkim - na własnej skórze sprawdzić, które z proponowanych przez nas warsztatów - a są ich dziesiątki! - jest właśnie dla niego. Czekam na Was na Mińskiej! Do zobaczenia i miłej lektury.

Pochodzisz z aktorskiej rodziny - tym zawodem parają się Twoi rodzice, stryj. Jaki miało to wpływ na Twoją decyzję o zostaniu aktorem?

Antek Królikowski: Niewielki. Aktorem zostałem trochę z przypadku, a trochę z chęci współtworzenia filmów, które zawsze lubiłem. W pierwszym zamyśle miałem być reżyserem - skończyłem reżyserię w Warszawskiej Szkole Filmowej, zrobiłem kilka filmów, ale tak się moje losy potoczyły, że dziś kojarzony jestem przede wszystkim z aktorstwem. Inna rzecz, że ono też mnie wciągnęło. Dziś to trochę mój zawód, a trochę hobby, ale na pewno nie rodzinna scheda...
Fakt jest faktem, że w domu macie kilku aktorów. Jak się w tym odnajdujecie? Czy zdarza się, że towarzyszy Wam poczucie pewnej konkurencji?
AK: U mnie w domu nie ma czegoś takiego. Każdy z nas - tata, mama, stryj, ja - jest z innej bajki. Jesteśmy w różnym wieku, inaczej wyglądamy, na innym etapie są nasze kariery. Dodatkowo wszyscy mamy świadomość, jak mało w tym zawodzie zależy od nas samych. Czasami masz wrażenie, że na castingu dałeś z siebie wszystko, że poszło świetnie, a rolę dostaje ktoś inny... Cóż, bywa, grunt, by pamiętać, że to nie ocenia cię ani jako człowieka, ani jako aktora. Po prostu danej osobie pasował ktoś inny. Ale wracając do Twojego pytania: konkurencja w rodzinie, czy z przyjaciółmi z branży byłaby bez sensu, nie zostałyby nam żadne pozytywne relacje. Pewnie, każdemu z nas zależy na roli, miło jest też zarobić kilka groszy, ale najważniejsi są zawsze ludzie.

Grasz nieprzerwanie od 2006 roku. Wtedy byłeś nastolatkiem, dziś jesteś dorosłym facetem, aktorem z ciekawym dorobkiem. Jak przez te lata zmieniła się Twoja metodologia pracy na planie?

AK: Powiem Ci, że nie ma tu jakiejś dramatycznej zmiany. Na początku była to dla mnie przede wszystkim ciekawa przygoda, okazja do przebywania z ludźmi, których cenię. Tak jest do dziś. Jasne, doszła do tego pewna wiedza wynikająca z obycia z kamerą i jakiegoś tam doświadczenia, ale różnic w metodologii nie wypunktuję.
Często grasz w filmach historycznych. Widzieliśmy Cię w „Mieście 44”, „Małej Maturze 1947”, serialu „Czas honoru”. We wszystkich tych produkcjach jesteś bardzo naturalny, swoje role grasz jakby przez pryzmat współczesności. Oglądając „Miasto 44” miałem wrażenie, że pracujesz na zupełnie innym warsztacie, niż Józek Pawłowski, który starał się prowadzić postać Stefana tak, jakby faktycznie był chłopakiem z tamtych lat...

AK: Uważam, że to też jest wyzwanie - zachować jakąś cząstkę siebie, jednocześnie nabywając pewne cechy, czy obyczajowość charakterystyczną dla odtwarzanej epoki. Co do Józka i Stefana - nie do końca się z Tobą zgadzam. Przede wszystkim, on miał przed sobą wyzwanie na miarę Pacino. Grał postać, która z miłego chłopca zmienia się w opętanego żądzą zemsty mordercę. Sprostał fantastycznie. Ale nie uważam, by to była ta „gra” o której mówisz. Konwencja filmu była nieco inna

Jak w takim razie przygotowywałeś się do tego filmu?

AK: Zadanie miałem o tyle ułatwione, że przed rozpoczęciem zdjęć pojechaliśmy wszyscy na obóz szkoleniowy. Zanim weszliśmy na plan - już byliśmy przyjaciółmi. Przede wszystkim musieliśmy przygotować się fizycznie. Ludzie wyglądali wtedy inaczej - trwała wojna, wszyscy byli wychudzeni, ale... Szczęśliwi! Chcieliśmy to podkreślić - w przededniu wybuchu powstania młodzi ludzie w Warszawie, mimo trwającej już 5 lat okupacji, korzystali z życia, dużo się śmiali, chwytali wszystkie piękne chwile. Tym bardziej uderzające jest, jak to wszystko się skończyło. Między innymi z tego względu kompletnie nie mogę oglądać tego filmu - za każdym razem wyję!

Wróćmy do reżyserii, o której wspomniałeś na początku rozmowy. Wyreżyserowałeś „Noc z życia”, jesteś absolwentem reżyserii w Warszawskiej Szkole Filmowej. Skąd to zainteresowanie drugą stroną kamery? Masz zastrzeżenia do pracy niektórych reżyserów?

AK: Jak już mówiłem, to reżyseria była pierwsza. Ona stanowiła punkt wyjścia mojej przygody z filmem. Rzeczywiście, kojarzony jestem z aktorstwem, szczęśliwie wciąż dostaję kolejne propozycje, ale reżyserię dalej mam w tyle głowy i zamierzam pójść w tym kierunku. Inna rzecz, że aktorstwo pokochałem i myślę, że zawsze będę z nim romansować, nawet jeśli moja kariera przewędruje w pewnym momencie na drugą stronę kamery.

Co do drugiej części pytania: są 2 grupy reżyserów. Kumaci i ci trochę mniej kumaci. Ci pierwsi słuchają pomysłów aktora, są otwarci na improwizację i na kreatywne burze mózgów. Ci drudzy na Twoją propozycję typu: „Słuchaj, to ja może teraz odwrócę się przez lewe ramię i podniosę tamto jabłko” odpowiedzą: „I wiesz co? Zrobimy dokładnie odwrotnie!” tylko po to, by pokazać Ci Twoje miejsce w szeregu. Oczywiście, to nie jest też tak, że aktor powinien wszędzie wtrącać swoje pięć groszy. Bywają scenariusze idealne, w które nie ma co się wpierniczać, ale umówmy się - ile ich powstaje w Polsce? Ja zarówno jako aktor, jak i reżyser uważam, że nie ma co się zamykać na improwizację, pomysły...

Dużo mówimy o filmie. A jaki jest Twój stosunek do teatru? Chciałbyś w nim kiedyś wystąpić?

AK: Nie kończyłem szkoły aktorskiej, w teatrze nie czuję się więc komfortowo. A że w życiu lubię robić to, z czego na koniec dnia czerpię jakąś przyjemność, nawet jeśli wcześniej wiąże się to ze sporym wysiłkiem, na razie projekty teatralne nie leżą w kręgu moich zainteresowań.
Szkoda, to byłoby ciekawe zobaczyć cię w jakiejś scenicznej roli. Aktorstwo teatralne bardzo się przecież zmieniło, „zeszło z koturn” można powiedzieć...

AK: Niby prawda, ale... Do tej pory dostawałem takie propozycje, które mi jednak nie odpowiadały. Ale jasne, nigdy nie mów nigdy. Ostatnio byłem bardzo blisko - doszliśmy do etapu drugiej próby, ale zrezygnowałem. Jak powiedziałem - droga przez mękę to nie jest moja droga..

Jako aktor jesteś częścią nie tylko sztuki, ale - siłą rzeczy - także show biznesu. Wziąłeś też udział w programie Taniec z gwiazdami, prowadziłeś SuperStarcie. Jaki masz do tego stosunek?

AK: Przede wszystkim to były super przygody. Nie ma co udawać, także okazja do zarobienia dobrych pieniędzy. Prawda jest taka, że z TzG dzwonili do mnie pięć razy, zanim się zgodziłem. W końcu mój ojciec mówi: „Jest zima, co będziesz siedział i pił wódkę. Idź sobie potańczyć!” No to poszedłem.

I TzG, i SuperStarcie to były też nowe wyzwania, a do tego okazje do poznania ludzi, których w innym wypadku być może nigdy bym nie poznał. Nawiązałem też kilka przyjaźni, które trwają do dziś.

Kwestionariusz
Jakie jest Twoje ulubione słowo?
AK: Hmm... jakieś, które wypowiadam do kobiety... Skarbie...?
Którego słowa najbardziej nie lubisz?
AK: Nawet dziś o tym myślałem. Wędlina.
Co Cię nakręca?
AK: Kobiety.
Co Cię zniechęca?
AK: Mężczyźni.
Jaki jest Twój ulubiony dźwięk?
AK: Hmm, jest taki dźwięk... Generalnie lubię dźwięki wydawane przez kobiety.
A jakiego dźwięku najbardziej nie lubisz?
AK: Budzika.
Ulubione przekleństwo?
AK: Parówa. Czy to jest przekleństwo...?
Gdybyś nie uprawiał zawodu, jakim się parasz, kim byś był?
AK: Byłbym gangsterem.
A jakiej profesji nie mógłbyś nigdy wykonywać?
AK: Nie mógłbym być lekarzem.
Zakładając, że Niebo istnieje - co chciałbyś usłyszeć od Boga, stanąwszy u Bram Piotrowych?
AK: (...cisza...) Wracaj. To nie Twój czas. A jeśli nie mógłbym negocjować, to że tu jest 0,7 dla mnie i mogę już iść i się zrelaksować.
Trwa ładowanie komentarzy...